wtorek, 16 grudnia 2014

Powstanie: Rozdział 4.

- Dlaczego nie mogę znać odpowiedzi? - zapytałam się już któryś raz z kolei, a Dauma dalej nie odpowiedział. Był bardzo skupiony na jeździe samochodem. Chciał mnie pewnie odwiedź do domu.

- I tak nie wiesz gdzie mieszkam. - powiedziałam z ironią w głosie. Mężczyzna spojrzał na mnie wzrokiem mówiącym "Jesteś pewna, że chcę cię odwieźć do domu?". O tym nie pomyślałam. Trochę się przestraszyłam. Co jeśli mnie gdzieś wywiezie i zgwałci? Wolę śmierć niż gwałt.

- Street Shooting 31/4. - odpowiedział Neagolijczyk po chwili namysłu. Moje obawy zniknęły, lecz po chwili patrzyłam na niego zdziwiona skąd zna adres. Mężczyzna zobaczył moją minę, a po chwili znów skupił się na jeździe.

- Legitymacja - powiedział. No tak. Zapomniałam, że były na niej wszystkie moje dane.

- Mogę znać odpowiedź? - zapytałam znowu. - Dlaczego zastrzelili tamtych ludzi?

- Będziesz płakać? - zapytał ni z tego, ni z owego. Spojrzałam na niego zdziwiona.

- Jestem pozbawiona uczuć. Nic mnie nie wzruszy, niczego się nie boję. Jestem silna i odważna. Dlaczego miałabym płakać?

Teraz mnie coś oświeciło. Jak mogę być pozbawiona uczuć? Może w małym stopniu tak, ale czy na pewno? Przed chwilą miałam obawy, że mnie zgwałci. A codziennie myślę o mamie i Sale. Czy to troska? Może po prostu śmierć jest u mnie na porządku dziennym i przyzwyczaiłam się do jej widoku.

- Gdy tylko rozpoczęła się wojna  Ralopp* powiedział, że będziecie karani za nieposłuszeństwo. Kłamał.

Musiałam przez chwilę pomyśleć, o co mu chodzi. Dopiero po chwili przypomniałam sobie zadane mu wcześniej pytanie. Czy teraz poznam odpowiedź?

- Jak to? Ludzie nie są karani? W takim razie dlaczego zabili tamtych ludzi?

- Nie, są karani. Ralopp powiedział, że chcemy powiększyć Neagol i usunąć z mapy Samarytanię. Dlatego wtargnęliśmy na wasz kraj. Każdego, kto by się sprzeciwił, mieliśmy rozkaz zabić. Tego, kto po 22.00 wyszedł z domu mieliśmy zabić. Nadali wam nowe imiona. Twoje prawdziwe imię to...

- Nie chcę znać mojego prawdziwego imienia - przerwałam. Dauma spojrzał na mnie zdziwiony, a później kontynuował.

- Od 16 roku życia macie obowiązek pracować. Jeśli nie będziecie chodzić do pracy albo nie spodoba nam się sposób, w jaki wykonujecie pracę mamy obowiązek odebrać wam legitymację i za każdy sprzeciw mamy was ukarać.

- Przecież wiem. Bardzo wiele ludzi się sprzeciwia. Dlaczego od razu nie wymordujecie wszystkich?

- Naprawdę jeszcze tego nie zauważyłaś? - mężczyzna roześmiał się.

- Czego?

- Ludzie boją się kary. - powiedział podniesionym głosem. -  Boją się śmierci! Coraz mniej osób się sprzeciwia! Te setki osób, które widzisz dziennie, gdy żołnierze zabierają ich do samochodów, by ich ukarać, są niewinni! Niczemu nie zawinili!

- Więc dlaczego ich zabierają? Dlaczego ich każą? - z ciekawości zaczęłam ogrywać paznokcie. Serce biło mi szybciej. Chciałam znać prawdę.

- Bo Ralopp boi się, że jeśli będzie was coraz więcej doprowadzicie do najgorszego. Doprowadzicie do powstania. - mówiąc to ściszył ton głosu - A to nas wykończy. Coraz więcej żołnierzy ginie w walkach. W tej okolicy ich nie ma. Ale wierz, że Samarytańscy żołnierze jeszcze nie wyginęli. Kiom** ma ich coraz więcej. Tworzą się tajne i nielegalne szkoły, do których uczęszczają przeważnie chłopcy. Jednak dziewczyny też się zdarzają. Przyjmują tam osoby powyżej 15 lat. Szkolą ich na prawdziwych żołnierzy.

- Skąd o tym wszystkim wiesz?

- Kiedyś nakryliśmy kilka takich szkółek. Uwierz, że szesnastolatek, który nie miał przy sobie żadnej broni zabił uzbrojonego dorosłego mężczyznę.

- Co  potem zrobiliście z tą szkołą?

- To, co musieliśmy. Zabiliśmy wszystkich, którzy znajdowali się w budynku. Teraz nocują w nim nasi żołnierze.

Nie mogłam w to wszystko uwierzyć! Ludzie tak naprawdę nie przestają walczyć! Nie poddają się! Wierzą, że uda im się zwyciężyć, że będziemy żyli w wolnym kraju!

Myślałam, że wojna już się nigdy nie skończy. Jednak słowa Daumy dały mi nadzieję. Nadzieję, która już dawno wygasła, a teraz znowu powróciła. Już nic nie będzie mi obojętne. Będę chronić mamę i Sale. Zrobię wszystko, żeby żyło im się lepiej. Nie będę im mówić, że odebrano mi legitymację. Doll załatwi mi nową i pójdę do pracy, nielegalnie. Wieczory będę spędzać z Sale. Musi wiedzieć, że bardzo mi na niej zależy. Musi wiedzieć, że ją kocham.

- Już jesteśmy -  moje rozmyślenia przerwał głos Daumy. Otworzyłam drzwi i postawiłam jedną nogę na chodniku, gdy Neagolijczyk chwycił mnie za rękę.

- Weź to - dał mi do ręki portfel. Otworzyłam go i wyciągnęłam z niego pieniądze. Szybko je przeliczyłam. Duża sumka. Tyle dostawałam w ciągu dwóch w cukierni.

- Nie mogę tego wziąć - zaprzeczyłam i oddałam mu portfel.

- Musisz. Wiem, że chcesz iść nielegalnie do pracy. Każdy tak robi po odebraniu legitymacji. Nie możesz. Jeśli to zrobisz ukarzą cię. A ja chcę zrobić wszystko, by cię chronić.

- Co cię obchodzi, co mi zrobią?

- Nie po to ratowałem ci życie, żeby teraz ci je odebrali. Przysięgam, że zrobię wszystko, byś była bezpieczna.

Wzdychając, wyrwałam mu portfel z ręki i wyszłam z samochodu trzaskając drzwiami. Samochód odjechał, a ja ruszyłam w stronę domu.

To, co przed chwilą zaplanowałam on musiał zniszczyć! Nie mogę pracować mając tyle pieniędzy! Co ja z tym zrobię? Będę to musiała gdzieś schować. Mama nie może się o niczym dowiedzieć. Nikt nie może się dowiedzieć!

- Jak w pracy? - usłyszałam głos mamy dobiegający z kuchni. - Jakoś długo dzisiaj.

Powiesiłam kurtkę na garderobie i weszłam do kuchni. Przy ścianie na przeciw drzwi był zlew, a obok piec, lodówka i kilka szafek. W prawym rogu był stół, przy którym siedziała mama i szyła coś na drutach.

- Musiałam posprzątać. Był straszny ruch i co chwilę wylałam kawę. - skłamałam.

Mama spojrzała na mnie, roześmiała się i wróciła do szycia.

- I nikt nie odebrał ci legitymacji?

Serce zabiło mi szybciej. Skąd wiedziała? Przecież nie miała się dowiedzieć? Kto jej powiedział? Mam nadzieję, że nie Doll? Bo kto by inny? Przecież to cukiernia tylko dla Neagolijczyków!

- Zobaczyłaś ducha? - zapytała śmiejąc się ze mnie. Jednak po chwili spoważniała, odłożyła swoje dzieło na stół i podeszła do mnie- Skarbie, jesteś strasznie blada. Czy coś się stało?

Szybko się otrząsnęłam. Mama nie mogła się dowiedzieć. Inaczej pewnie by się nie śmiała.

- Nie, nic. Jestem tylko bardzo zmęczona. Pójdę spać.

Wybiegłam z kuchni i udałam się do mojego pokoju z naprzeciwka. Położyłam się wygodnie na łóżku i zaczęłam się zastanawiać nad szkołą, o której opowiadał Dauma. Jak to wygląda? Jest duża? Wygląda jak normalna szkoła, czy jest jakoś ukryta? Wydaj mi się, że wygląda jak zwykły budynek. Ilu tam jest uczniów? Ile jest dziewczyn? Na to pytanie nie potrafię odpowiedzieć. Czego tam uczą? Pewnie bicia się, strzelania z pistoletu. Może odwagi. Zabijania. Gdzie jest najbliższa taka szkoła? Oby jak najbliżej. Czy by mnie tam przyjęli?

*Prezydent Neagolu
**Prezydent Samarytanii
__________________________________________________________________________________

Od autorki:
I jak rozdział? Jest chyba dłuższy od poprzednich. Mam nadzieję, że jest lepszy od poprzednich. Poprawiłam to, na co zwracałyście uwagę w poprzednich rozdziałach, czyli żeby było więcej opisów uczuć. No cóż. Trudno je opisać, gdy główny bohater ich po prostu nie ma. Ale podpowiem, że z każdym rozdziałem Pocket będzie się coraz bardziej zmieniała. Czy na lepsze? Zobaczycie :D

4 komentarze:

  1. Pierwsza ^^ Chyba, że ktoś mnie wyprzedzi w publikacji...

    Zacznę może od tego, że faktycznie, rozdział jest nieco lepszy od pozostałych, ale niestety - jak dla mnie - krótki. Opowiada tylko rozmowę w aucie z Daumą i krótki powrót do domu Pocket. Natomiast dowiadujemy się w nim ciekawych rzeczy. Na przykład to, że ludzie nie stracili ducha walki. Oni walczą. Walczą i nie tracą nadziei na lepsze jutro. Kto wie, może i nasza bohaterka zaryzykuje i wstąpi do takiej szkoły? Byłoby ciekawie :D
    Dauma okazał się dobrym człowiekiem. Nie chce, aby Pocket zginęła. To dość słodkie :3 Co jednak powie Mama bohaterki, kiedy dowie się, że ta straciła legitymację? Jeśli się dowie, oczywiście :)
    To, co Neagolijczycy robią tym ludziom jest brutalne. Okropnie niesprawiedliwe.
    Czekam na rozwinięcie akcji :* Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zdecydowanie widać różnicę;) Podoba mi się, że zaczęłaś bardziej skupiać się na uczuciach Pocket;) A stwierdzenie, że ich nie ma, jest błędne. Każdy człowiek je ma, nawet ten który przeżył piekło. W końcu odczuwamy radość, złość, zawsze znajdzie się coś co nas ucieszy czy zdenerwuje. A to przecież uczucia. Poza tym dziewczyna martwi się o siostrę i mamę, odczuwa potrzebę zarabiania by było im dobrze i ucieszyła się, że Samarytanie organizują się w grupy i chcą walczyć. A czy to nie uczucia? Ona może być przyzwyczajona do bólu i śmierci, ale czuje i potrafi przywiązać się do drugiego człowieka.

    Dziwi mnie, że Dauma powiedział jej o tym wszystkim. Przecież może mieć przez to kłopoty. Raczej nie sądzę, że te informacje o szkole są szeroko dostępne. Raczej opowiadał o rzeczach, o których nie powinien mówić. Nie potrafię na razie zrozumieć czemu tak wiele robi dla Pocket. Przecież to dla niego obca dziewczyna. A mimo to tak bardzo jej pomaga. Intryguje mnie ta postać;D

    Pozdrawiam!:*

    OdpowiedzUsuń
  3. Coś tak myślałam, że jak Pocket się dowie o tych szkołach, to będzie chciała do którejś wstąpić. W sumie to całkiem dobry pomysł. dziewczyna i tak już nie ma legitymacji więc musiałaby pracować nielegalnie, dużo ryzykując. W takiej szkole też się ryzykuje, bo jeśli by ją nakryli, to zapewne by uśmiercili. A przecie zona się śmierci nie boi. Idealny materiał na żołnierza :D
    Tak w sumie to podoba mi się ta troska Daumy o dziewczynę, chociaż nadal się zastanawiam czy robi on to bezinteresownie, czy to jest jednak jakiś podstęp :P Miejmy nadzieję, że nie, polubiłam tego bohatera :D
    Rozdział przeczytałam chyba w minutę i nadal odczuwam niedosyt :D mam nadzieję, że szybciutko dodasz nowy :D
    całusy :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Na początek wspomnę o błędzie, bo potem zapomnę :>
    Każe - od kazać| Karze - od kara (karać)
    Co do samego rozdziału. Widać poprawę, jeśli chodzi o ten rozdział, jednak myślę, że cały czas musisz to szlifować :> W końcu praktyka czyni mistrza. Polepszyły się opisy, oraz występują slady uczuć, lepiej oddajesz myśli bohaterki, jednak to na co szczególnie zwracam uwage to monotonność akcji. Przez cały rozdział byli w samochodzie, a potem Pocket wróciła do domu... I nic więcej. Rozdział nie powinien składac się z samych dialogów. Brakuje mi w nim akcji...
    Nie rozumiem postaci Daumy. Moim zdaniem postepuje niemal nienormalnie, nierozsądnie. Jaki facet (stojący po przeciwnej stronie)nie dość, że ratuje życie swojemu de facto wrogowi, to jeszcze daje mu pieniądze i obiecuje, że nikt nigdy nie zrobi jej krzywdy. Ja osobiście uznałabym go za wariata i wiałabym, jak najdalej. Zresztą ich pogawędka... Oni sa dla siebie obcy a rozmawiają jak najlepsi przyjaciele.
    Jeśli jednak chodzi o samego Daumę (to się jakoś odmienia?) ciekawi mnie, dlaczego tak zachowuje się zwględem Pocket, czemu chce jej pomagać? I to w dodatku tak bezinteresownie? A może ma w tym jakiś większy cel? Sama nie wiem.
    Szkoła dla Pocket mogłaby być niezłym rozwiązaniem. Zobaczymy co z tego wyniknie.
    Życzę weny i pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń