czwartek, 11 grudnia 2014

Powstanie: Rozdział 3.

Szliśmy wąskim korytarzem. Ja byłam ostatnia. Nie przejmowałam się tym, że strzelą mi kulką w głowę. Nie bałam się śmierci. Przeszliśmy obok pokoju, w którym oddałam niedawno legitymację. Drzwi były otwarte i akurat z pokoju wychodził Neagolijczyk, który odbierał mi legitymację. Gdy mnie zobaczył był bardzo zaskoczony. Przez kilka sekund stał wryty w ziemię, a później poszedł za nami.
Trzech Neagolijczyków wyprowadziło nas na zewnątrz. Idąc za resztą spojrzałam znowu na zielony dom. Mama. Sale. Co one beze mnie zrobią? Żołnierze wyprowadzili nas na tył budynku. Kazali nam się ustawić pod ścianą, więc tak zrobiliśmy. Ja stałam na lewym końcu. jeśli można to tak nazwać. Wszyscy Samarytanie, poza mną, byli bardzo wystraszeni. Czego się bali? Śmierci, czy bólu? Wiem, że strzał w głowę może boleć, ale halo! to jest głowa. Ból od razu minie, bo się umiera, tak? To nie jest ręka, czy noga, że będzie boleć bardzo długo. Ból będzie przez około sekundę i koniec.
Neagolijczyk, który szedł za mną rozmawiał właśnie z pozostałą trójką. Wyglądało to na kłótnię. Kilka razy wskazał mnie palcem. Pozostali tylko kiwali sprzecznie głowami. Czy ich kłótnia była związana ze mną? Po krótki czasie jeden z żołnierzy odłączył się od kłótni, wyciągnął pistolet i stanął na przeciw osoby z drugiego końca. Wychyliłam się, by zobaczyć, kim była ta osoba. Starsza kobieta, około sześćdziesiątki. Siwe włosy miała spięte w niedbałego koka. Była lekko garbata i wychudzona. Od razu ją rozpoznałam. Green. Moja sąsiadka. Osobą, która stała obok niej był niski i gruby chłopak. Miał ciemne włosy. Jego również rozpoznałam. Dog. Mieszkał niedaleko mnie.
Neagolijczyk, który odebrał mi legitymację podszedł do mnie, złapał za rękę i pociągnął. Musiałam z nim iść. Przeszłam obok wszystkich ludzi, a gdy ich minęłam usłyszałam strzał. Za nim drugi. I trzeci. Odwróciłam głowę i zobaczyłam, jak żołnierz strzela do kolejnej osoby. Strzał. I za nim kolejne. Przeszliśmy na przód budynku, gdzie stał samochód Neagolijczyka. Wsiedliśmy do niego. I dalej słyszeliśmy strzały. Dopiero gdy odjechaliśmy ucichły.
Jechaliśmy przez kilka minut. Minęliśmy mój dom. domy sąsiadów, knajpę, w której jeszcze godzinę temu pracowałam i centrum miasta. Po drodze zobaczyłam wiele osób, między innymi kilku znajomych. Zobaczyłam także wielką ciężarówkę, do której neagolijscy żołnierze popychali Samarytanów. W pewnym momencie Neagolijczyk zatrzymał samochód. Stanął na parkingu do centrum handlowego. Przed nami stał ogromny budynek. Kilka razy większy od tego, w którym się niedawno znajdowałam. Myślałam, że chce mnie tu zostawić, więc odpięłam pasy.
- Dauma – powiedział Neagolijczyk i wyciągnął w moją stronę prawą dłoń.
- Co? – zapytałam.
- Dauma. To moje imię.
- Pocket – powiedziałam i uścisnęłam jego dłoń. – Jakim cudem mówisz po Samarytańsku?
Neagolijczyk słysząc moje pytanie zaśmiał się, a po chwili odpowiedział.
- Urodziłem się w Samarynie. – opowiedział całkiem poważnie, ale ja wiedziałam, że to tylko głupi żart. Mimo to nie zaśmiałam się, ale popatrzałam na niego niedowierzającym wzrokiem. – Mówię poważnie. Urodziłem się w Samarynie.
- Mam kilka pytań – przerwałam mu widząc, że chce coś jeszcze dodać.
- Więc pytaj.

Zastanawiałam się przez chwilę, które pytanie mu zadać na początku. Miałam ich tak dużo.
- Skoro jesteś Samarytaninem, dlaczego jesteś Neagolijskim żołnierzem?
Mężczyzna zaśmiał się cicho.
- Przez głupotę.
- To znaczy?
Zauważyłam zakłopotanie Daumy. Czyżby nie wiedział, co opowiedzieć?
- Kilka lat temu, tuż przed rozpoczęciem wojny, na wakacje do kumpla przyjechała jego kuzynka. Była bardzo ładna. Drobna brunetka. Trubia. Spędziliśmy ze sobą kilka tygodni. W dniu jej wyjazdu poprosiłem ją o rękę. Zgodziła się. Postanowiliśmy, że przeprowadzę się do Neapolu i tam się pobierzemy. Po niecałym miesiącu od jej wyjazdu mieszkałem już w Neapolu w domu Trubi. Byłem szczęśliwy i myślałem, że ona też. Ale pewnego dnia do domu przyszedł pewien mężczyzna. Mniej więcej w moim wieku. Okazało się, że był to były Trubi i chce do niej wrócić.
- I co potem? – zapytałam, gdy nastała chwila ciszy.
- Od razu wystawiła mnie za próg.
- Nie wróciłeś do Samaryny?
- Chciałem. Bardzo. Ale chciałem jeden dzień przeczekać w motelu, a potem powrócić samochodem do kraju… Tylko że… z samego rana, jak się obudziłem okazało się, że jako obywatel Neapolu muszę wstąpić do wojska. Co najmniej jeden mężczyzna z każdej rodziny. W Neapolu byłem sam. Nie miałem wyjścia. Zabić, albo umrzeć. Taką mamy zasadę.
- Dlaczego nie chciałeś, żeby mnie zastrzelili? – nie chciałam dłużej słuchać historii życia Daumy, więc od razu zadałam następne pytanie.
Dauma popatrzył na mnie zdziwionym wzrokiem.
- Nie udawaj głupka. Przecież widziałam, jak przekonywałeś żołnierzy, żeby mnie nie zabili.
- Spodobałaś mi się.
- To znaczy?
- Zauważyłem, że jesteś obojętna na to, co się z tobą stanie. To mi się spodobało.
- Serio? – nie mogłam uwierzyć! Jak komuś mogło się spodobać coś takiego? – Dlaczego ci żołnierze chcieli mnie zastrzelić, skoro moją karą było tylko oddanie legitymacji?
- Nie wiedzieli kim jesteś. Mówiłem ci, żebyś stała w jednym. Gdybyś mnie posłuchała, nawet by cię nie zauważyli.
- Dlaczego ich zastrzelili?
Dauma nie odpowiedział.
- Halo? Możesz mi odpowiedzieć?
- Lepiej będzie, jeśli odwiozę cię do domu. – mężczyzna już odpalił samochód.
- Nie. Chcę znać odpowiedź.
- Nie chcesz. Uwierz.

Ta daa! Po długim czasie wróciłam :) Wiem, że długo mnie nie było, jednak miałam bardzo nauki :( Jak wrażenia po trzecim rozdziale? Mogłam was trochę zanudzić tą rozmową w samochodzie, ale no cóż. Powinnyście znać historię Daumy, bo jest bohaterem, który będzie bardzo często w późniejszych rozdziałach :)

6 komentarzy:

  1. Jak dla mnie to rozmowa Daumy i Pocket nie była nudna, ale nie wiem, czemu tak od razu oboje się przed sobą otworzyli. W ogóle to ten rozdział wydaje mi się taki dziwny, za bardzo się skupiasz na opisach np. budynków a za mało na uczuciach bohaterki, a to się rzuca w oczy zwłaszcza w tym rozdziale. Mi też się to na początku zdarzało (chociaż ja w ogóle miała trudne początki, ale pomińmy). I nie chce mi się jakoś wierzyć, że główna bohaterka jest aż tak nieczuła. Nie rusza jej ani jej własna śmierć, ani śmierć ludzi, których zna...kompletna obojętność, a chyba to jest najgorsze. Bo niby jak ma walczyć o wolność swojego kraju, skoro jej na niczym nie zależy? nie wiem...ale nie przynudzam więcej :D
    Widzisz? Nawet szybko mi się udało nadrobić, a to chyba dlatego, ze mam dzisiaj trochę wolnego czasu :D nawet już dodałam do obserwowanych, także mam nadzieję być na bieżąco :D
    jak będziesz miała chwilę, to zapraszam do siebie, liczę, że wpadniesz! :D
    http://moj-prywatny-pamietnik.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Aj :c Myślałam, że strzały w jej sąsiadkę i innych ludzi, których zna, chociaż nią wstrząsną, drgną. A ona nic. To dziwne, zwłaszcza jak na dziewczynę. Rozumiem, że to czasem u facetów znajdzie się taki, który ma wszystko daleko gdzieś, ale żeby dziewczyna? :c
    No więc, te beznadziejne rozstrzeliwania, kojarzą mi się tylko i wyłącznie z drugą wojną światową i sytuacją w Polsce.
    Wracając do rozdziału. ,,- Nie wróciłeś do Samaryny?" A nie przypadkiem Samarytanii? Możliwe, że i ja się pomyliłam :c
    Tak jak powyżej w komentarz, nie spodobało mi się, że tak się przed sobą otworzyli. No i ja nie widzę nic głupiego w tym, że się oświadczył, wyjechał a później musiał pójść do wojska ;-;
    Mam szczerą nadzieję, że następny rozdział będzie dłuższy.
    Pozdrawiam gorąco :3

    OdpowiedzUsuń
  3. Hejka ;) zostawiłaś u mnie reklamę, więc postanowiłam do ciebie zajrzeć. Komentuję ostatni rozdział, bo piszę z telefonu i ciężko mi jest napisanie czegokolwiek.
    Ciekawi mnie podejście Pocket do sytuajci, w której się znalazła. Mogła zostać zastrzelona, a jaka jej reakcja? Nic. Kompletnie bezuczucia. Już ją lubię :D takie bohaterki sprawiają wrażenie nieprzewidywalnych. To jest intrygujące. Wyobraźnie masz wielką, to trzeba przyznać ;)
    Rozmowa w aucie była bardzo przydatna. Dzięki temu poznaliśmy nowego bohatera - Daumę.

    Pozdrawiam i zapraszam również do mnie. Rozdziałów jest nieco więcej, ale mam nadzieję, że przeczytasz i zostawisz po sobie ślad :)

    http://burning-heart4268.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Gdy opowiadanie było jeszcze na onecie (zakochana w opowiadaniach.blog.pl) Ruda (sila-jest-we-mnie.blogspot.com) pod tym rozdziałem napisała tak:
    "Vin Diesel? A to niespodzianka! :D Ale nie ukrywam, że miło było zobaczyć tego gościa;D I podejrzewam, że Dauma będzie dość istotną postacią, skoro nadałaś mu wygląd takiego aktora.
    Skłamałabym mówiąc, że nie miałam wątpliwości, co do życia Pocket. gdy stanęła w rzędzie razem z innymi nie byłam pewna czy nie chcesz jej uśmiercić. Choć zastanawiające by było, co potem. Jak tu prowadzić opowiadanie bez głównej bohaterki.. Dlatego nie bałam się za bardzo o jej życie. I czułam, że ktoś jej pomoże i uratuje. Ale że taki przystojniak?;D Polubiłam Daumę, mimo że jest jednym z tych, których nienawidzę. Zbijanie od strzału w głowę to poniżej godności! Jak Hitler! Naprawdę straszne i może to i dobrze, że dokładnie tego nie opisywałaś. Ciekawa tylko jestem dlaczego Dauma tak otwarcie zaczął mówić jej o sobie. Wydaje mi się, że mógłby mieć problemy za zbytnie spoufalanie się z Samarytanką. Najwidoczniej nie boi się przełożonych…
    Co dalej? Oto jest pytanie.
    Pozdrawiam i czekam na kolejny rozdział! ;*"

    OdpowiedzUsuń
  5. Cześć! Znowu, miałam wczoraj przeczytać wszystko, ale jakoś tak wyszło.
    Nie bardzo łapię tą pomoc jaką zaoferował Dauma. Dlaczego uwalnia bohaterkę przed śmiercią? Jakoś jego wytłumaczenie, że mu się "spodobała" do mnie nie trafia, ale być może miał jakiś inny powód, którego nie chciał zdradzić? Kolejny raz zwracam uwagę na fakt, ze Pocket niby nic nie czuje. Gdyby tak było, nie wspomniałaby mamy i Sale, widząc dom, a już na pewno nie myślałaby w kategoriach "jak one sobie poradzą?" - w końcu, co ją to obchodzi prawda? Moim zdaniem Dauma zbyt szybko się otworzył. Jakby nie brać Pocket została przez niego uratowana - i jednocześnie uprowadzona. Zbyt szybko się poznają i rozmawiają jakby się znali jak dwa łyse konie. Naprawdę wydłuż choć trochę kolejny rozdział. Nie żeby jakoś szczególnie lać wodę, ale włóż tam więcej akcji. Nie musisz informować mnie o kolejnych rozdziałach - będę obserwować bloga, więc jeśli opublikujesz coś nowego, spostaram sie wpaść w pierwszej wolnej chwili.
    To na tyle ode mnie. Życze weny i pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Szczerze mówiąc , trafiłam tu , przez całkowity przypadek. Z nudów przeczytałam prolog. I WOW . Zaskoczenie. Naprawdę , Naprawdę super. Chociaż akcja dzieje się trochę zbyt szybko to i tak mi się podoba. Pomysł naprawdę fajny , tylko na początku , w czasie czytania prologu , nie wiem czemu uznałam że Ci Neagolijczycy to jacyś kosmici , czy cóś w tym stylu. Ale jednak nie.
    I Vin Diesel. Awww :
    A , i jeszcze jedno. Dopiero teraz kapnęłam się , że ich imiona to nazwy przedmiotów po angielsku... Wiem , spóźniony zapłon;)
    Doll- Lalka
    Chair- Krzesło
    Pocket- Kieszeń
    Printer- drukarka
    Dog- pies
    Green- zielony
    :)

    OdpowiedzUsuń