czwartek, 11 grudnia 2014

Powstanie: Rozdział 2.

Wyciągnęłam z kieszeni legitymację i podałam Neagolijczykowi. W tym czasie przybiegła Doll. Mężczyzna zapytał się, gdzie jest szefowa. Odpowiedziałam, że dzisiaj przychodzi o 10.30. Neagolijczyk nie był zachwycony, więc powiedział Doll, żeby przekazała szefowej, że już tu nie pracuję. Doll wyglądała na bardzo przestraszoną. Gdy Neagolijczyk złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę wyjścia jeszcze raz spojrzałam na Doll. Z jej dużych, zielonych oczu wypłynęły łzy. Martwiła się. O mnie?
- Dam sobie radę – powiedziałam cicho.
- Wiem – odpowiedziała – Zawsze dajesz.
Neagolijczyk zaprowadził mnie do czarnego samochodu. Otworzył tyle drzwi i popchnął mnie do środka. Zauważyłam, że na przednim siedzeniu siedział jeszcze jeden facet. Tak samo jak poprzedni, miał na sobie mundur wojskowy.
- Jide ọhụrụ anụ? – zapytał.
- Ya mere, m jide ya site ire ọkụ agha. – odpowiedział ten pierwszy, zamknął tylne drzwi, przeszedł na drugą stronę samochodu i usiadł za kierownicą.
- Mara ezigbo mma.
- Ọ bụ ihe nwute na Samarynka.
- I nwetere ya.
Dwóch panów rozmawiało sobie tak dopóty, dopóki nie dojechaliśmy na miejsce. Podróż trwała może trzy minuty. Mężczyźni wysiedli z samochodu, a ja zaraz za nimi. Zobaczyłam duży, szary budynek. Dodałam bym coś więcej, ale niestety nie mogę. Bo co to było? Tylko duży, szary budynek. No, prostokątny, duży, szary budynek. Szerokość na oko wynosi jakieś 60m, wysokość może 40m. Odwróciłam głowę o 180 stopni i co zobaczyłam? Dom. Piękny zielony dom, z ogródkiem oddalony jakieś 80m od szarego budynku. W oknach wisiały białe firanki. Modliłam się w duchu, żeby tylko za tymi firankami nie stała moja mama. Załamałaby się, gdyby mnie zobaczyła.
- Come on – usłyszałam głos jednego z mężczyzn, więc odwróciłam się i weszłam za nimi do budynku. Od razu poczułam zapach tytoniu. Przez chwilę szliśmy przez wąski korytarz. Nie zobaczyłam dużej części budynku, bo weszliśmy do pierwszych drzwi po prawej stronie. Pomieszczenie było duże, ściany były pomalowane szarą farbą. Z samego tyłu zauważyłam 5 biurek, za którymi siedziały jakieś panie i coś wypisywały. Po za tym, w pokoju nic więcej się nie znajdowało. Może za wyjątkiem trzech okien bez firan.
- Go to the third desk. – powiedział jeden z facetów. Podeszłam do biurka, które mi wskazał, a starsza pani w okularach podała mi karteczkę, na której miałam wypisać moje dane i złożyć podpis. Gdy to zrobiłam podałam kartkę tej pani. Facet, który odebrał mi legitymację podał ją kobiecie, a ona przecięła ją nożyczkami i mi ją podała. Mężczyzna złapał mnie za rękę i wyprowadził na korytarz.
- Poczekaj tu, chwile. Muszę coś załatwić.
 Każdy normalny człowiek zdziwiłby się, że Neagolijczyk mówi po Samarytańsku, ale ja nie. Możliwe, że uczył się Samarytańskiego. Co w tym dziwnego?
Gdy mężczyzna znów wszedł do pokoju, usiadłam sobie na podłodze, oparta o zimną ścianę. Zauważyłam, że na korytarzu jest bardzo dużo drzwi. Zaciekawiło mnie to, gdzie prowadzą. Wstałam i poszłam  w głąb korytarza.
Na każdych drzwiach był numerek. 2, 3, 4, 5… Doszłam do skrzyżowania. Miałam wybór: iść prosto, w prawo, czy w lewo. Wybrałam lewo. I znowu drzwi. 10, 11, 12… Ostatnie drzwi były lekko uchylone. Powolutku zbliżyłam się do nich. Chciałam zajrzeć do środka. Wychyliłam lekko głowę.
- What are you waiting for? Get inside!
Usłyszałam za sobą głos. Nie zdążyłam się odwrócić, by zobaczyć, do kogo należy ten głos, a już zostałam wepchnięta do środka.
Pierwsze, co przykuło moją uwagę byli ludzie. Pełno ludzi. Większość stała w dwuszeregu, natomiast trzech mężczyzn stało przed resztą. Ta trójka miała na sobie Neagolijskie mundury, natomiast reszta nie.
Odwróciłam głowę i zobaczyłam mężczyznę, który wepchnął mnie do środka. Był bardzo wysoki, łysy i oczywiście miał na sobie mundur.
Mężczyzna powiedział coś do pozostałych Neagolijczyków, a następnie kazał mi ustawić się w szeregu, podobnie jak pozostali. Później kazano nam odliczyć do trzech.
Mnie przypadło jeden. Powiedzieli nam, że dwójki i trójki zostają, a jedynki idą na Neagolijczykami.
- Come on! – powiedział jeden z nich,  a wszystkie jedynki – razem ze mną – ruszyły za nim.
Już wiedziałam, co będzie dalej.
Odstrzeliwanie.
ashley-benson-pretty-little-liars-04
Od autorki: I jak wrażenia po drugim rozdziale? Moim zdaniem trochę Was zanudziłam. Przeczytałam ten rozdział trzy razy, więc nie powinno być błędów.
Starałam się jak najmniej dialogów pisać po angielsku. A ten dziwny język, niby neagolijski, to tak naprawdę igbo. Wszystko przetłumaczyłam na tłumaczu XD
W następnym rozdziale pojawi się więcej bohaterów, m. in. mama Chair, siostra Sale i przyjaciółka Printer. Wiem, dziwne imiona. Natomiast na drugiego z głównych bohaterów musicie trochę poczekać XD

4 komentarze:

  1. Hm, Hm, Hm. Cóż mogę rzec. Zdziwiłam się precyzją bohaterki w określaniu długości xD Według mnie, takie pisanie, że budynek miał ileś tak i ileś tam, jest zupełnie nie potrzebne :)
    Całość, w porządku. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zanim zapomnę: Zdjęcie głównej bohaterki pod rozdziałem jest dość niewyraźne ale to pewnie dlatego, ze je za dużo powiększyłaś. Jeśli je zmniejszysz do średniej wielkości, powinno być lepiej :D
    Chwila...Chyba nie zabijesz głównej bohaterki w drugim rozdziale, no nie? No pewnie, że nie! O Boziu...Lecę do kolejnego :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Podtrzymuję zdanie, że angielskie dialogi są tu nie na miejscu. Już będzie wystarczyło, że język Neagolów będzie jak kompletnie wyjety z kosmosu. Myślę, że powinnaś pisać dłuższe rozdziały, ciężko nawet dobrze rozwinąć swój komentarz, bo nawet nie wiem do czego mam się odnieść. Opisujesz miejsca i wyglądy, brawo, ale myślę, że fakt, że Pocket niby niczego nie czuje jest pójściem na łatwiznę, aby nie nazywać jej emocjonalnych stanów i mam nadzieję, że nie wynika to z tego, że nie do końca wiesz jak to robić. Opisy same w sobie są dobre, ale człowiek raczej nie stwierdza ot tak ile metrów ma budynek czy oddalenie ogródka. Jeszcze jedna sprawa, która wydała mi się dziwna, dlaczego, mama bohaterki miałaby stać za firanką tamtego domu, skoro Pocket nie wiedziała co to za dom? Myślę, że musisz jeszcze popracować nad formą.

    OdpowiedzUsuń
  4. Gdy opowiadanie było jeszcze na onecie (zakochana w opowiadaniach.blog.pl) Ruda (sila-jest-we-mnie.blogspot.com) pod tym rozdziałem napisała tak:
    "O jeju… Świetny rozdział! Widzę, że masz wiele pomysłów i nie wiem dlaczego myslisz, ze rozdział był nudny. Wcale nie był;) Zaciekawiłaś mnie od początku, bo zupełnie nie wiedziałam czego się spodziewać po tych Neagolijczykach. Gdy jeden z nich wepchnął Pocket do samochodu już wiedziałam, ze nic dobrego z tego nie wyniknie. A przecież nie zrobiła nic złego! Zawsze bez zarzutu przechodziła takie kontrole, a teraz taki zgrzyt. W każdym razie ciekawi mnie dlaczego jeden z nich mówił w jej języku. To chyba nie jest normalne i wytłumaczenie Pocket wydaje mi się trochę za mało wiarygodne. Nie wiem czemu zwróciłam na to uwagę, ale zapamiętam xD No i najważniejsza sprawa, czy to ona idzie na rozstrzelanie? Jeju, podgrzałaś atmosferę! czekam na kolejny rozdział!:*"

    OdpowiedzUsuń